niedziela, 5 kwietnia 2015
wtorek, 24 lutego 2015
Ostatni miesiąc na lądzie
Wyraźnie zima ma się ku
końcowi. I dobrze! Nikt tu po niej nie będzie płakać! Pamięć po
niej niech zostanie tylko na zdjęciach. A jeśli komuś mało zimy,
niech w góry pojedzie! My tutaj na przystani czekamy na wiosnę!
Jej pierwsze oznaki są już wyraźne! Na trawnikach pojawiły się krokusy i zakwitły pierwsze kwiaty na klombach. Na jeziorze znacznie zmniejszyła się ilość zimujących kaczek z północy. A trzymające się do tej pory brzegów łyski, rozproszyły się po zżółkłych trzcinowiskach. Wysoko na niebie, jeszcze z rzadka i nieśmiało, ale jednak, pojawiają się pierwsze klucze gęsi!
Zima pewnie nie
powiedziała jeszcze ostatniego słowa, ale z każdym dniem,
zbliżającym nas do kalendarzowej wiosny, jest ona coraz bardziej
przegrana!
Prace remontowe na
Tobiasie idą pełną parą! Silnik, remont pokładu, odświeżenie
farby na burtach i tak dalej ... wszystkie te roboty, a przynajmniej
ich większość, zostaną zakończone do dwudziestego marca. Bo w
okolicach tej daty, zaplanowane jest wodowanie. Czyli czasu zostało
już niewiele.
Marzec już za
pasem! Najważniejsze, by pogoda nie spłatała żadnego figla. I nie
nastąpiły utrudniające pracę deszczowe lub mroźne tygodnie! Ano,
zawsze przed końcem sezonu remontowego, trzeba walczyć ze złośliwie
przyspieszającym upływem czasu!
Trzeba harować po kilkanaście godzin i
zrezygnować z beztroskiego snu. A odpocząć
będzie można w morzu! Dopiero wtedy gdy się
minie główki Świnoujścia, gdy pod
nogami poczuje się
rozkołysany pokład, będzie można odetchnąć z ulgą i poddać
się przyjemności żeglowania!
Jej pierwsze oznaki są już wyraźne! Na trawnikach pojawiły się krokusy i zakwitły pierwsze kwiaty na klombach. Na jeziorze znacznie zmniejszyła się ilość zimujących kaczek z północy. A trzymające się do tej pory brzegów łyski, rozproszyły się po zżółkłych trzcinowiskach. Wysoko na niebie, jeszcze z rzadka i nieśmiało, ale jednak, pojawiają się pierwsze klucze gęsi!
Wiosną
Tobias wyruszy w morze,
z nowym
olinowaniem i dodatkowym sztagiem. W grotmaszcie zostały już
wymienione
wszystkie stalówki i przeprowadzono remont rolfoka. Również na
bezanie, takielmistrz przejrzał liny i ich mocowania. W grotmaszcie,
nowe przewody elektryczne, zastąpiły stare, pośniedziałe kable. A
na jego top, została przeniesiona z bezana, antena UKF. Na bezanie
zaś zamontowałem antenę AISa. Tak więc siedząc
w domu przy kompie, będzie można śledzić
ruchy Tobiasa po morzu! Na
dodatkowym sztagu, w ciężkich
warunkach pogodowych, będziemy stawiać foka sztormowego. Zapewni to
łatwiejsze utrzymywanie ostrego kursu z jednoczesnym oszczędzaniem
zrolowanej genuy. Jako że fok ten, jest uszyty z fluo-pomarańczowej
tkaniny, będziemy go również nosić we mgle. Dzięki czemu,
płynące w "mleku" jednostki, łatwiej nas wypatrzą. -
Oczywiście aktywny AIS to w obecnych czasach duże ułatwienie i
zwiększenie marginesu bezpieczeństwa. Ale taka silnie pomarańczowa
plama na dziobie Tobiasa, też ten poziom bezpieczeństwa poprawi!
czwartek, 15 stycznia 2015
Zimy ciąg dalszy....
Wiatr szarpie, rozpiętą nad pokładem plandeką! Szum i łopot
przetaczają się nad mesą! Nadchodzi kolejne załamanie pogody! Czyli niż
nadciąga. Będzie ich w tym sezonie remontowym jeszcze kilka … kilkanaście?
Łódkę nakryłem stu pięćdziesięcioma metrami kwadratowymi
powierzchni. Przez ten cienki dach, udało mi się bezpiecznie, przepuścić komin
od pieca! Pieca, który łykając kolejne brykiety drzewne i eko groszek, ogrzewa
mesę. Na rufie, gdzie sypiam,
nie mam grzania. Ale na dworze nie jest zimno. A na noc zawsze mogę włożyć czapkę!
W planach, mam przeprowadzenie z mesy na rufę nadmuchu
ciepłego powietrza. Ale to chyba wtedy, gdy mrozy zaczną dopiekać! ”Dopiekać”
to dobre słowo! Bo gdy w styczniową noc,
w temperaturze powietrza poniżej dwudziestu stopni, na golasa wypadłem z sauny, dając nura w puszysty śnieg, a po chwili chlupnąłem do wody w wyrąbanym w lodzie przeręblu, poczułem wyłącznie pieczenie skóry! Zimna nie czułem wcale! :) … Ale to było dawno temu, w Finlandii!
uśpiona przystań
W Szczecinie nie ma problemów z mrozami! Choć nie do końca
jest to prawdą! Gdy przyprowadziłem Tobiasa z Holandii i postanowiłem na nim
zamieszkać, szczecińska znajoma, uspakajała mnie, że w tym rejonie „…jeśli zimą
będzie przez tydzień minus pięć stopni, to znaczy, że jest bardzo zimno!” No i
po piętnastym stycznia, temperatura spadła poniżej dwudziestu stopni! Mróz
trzymał trzy tygodnie! W mesie, pomimo grzania piecykiem naftowym, było plus
pięć. A na rufie, materac przymarzł do koi, a śpiwór do ściany! Przynajmniej
nocą, nie zsuwał się ze mnie! :) Następny rok był taki sam! Może nawet gorszy.
Nocami pod łódkę przychodziły zmarznięte lisy, które dokarmiałem świeżymi
kurczakami. A na jeziorze, tuż przy porcie, orły kombinowały nad padłym
dzikiem.
nie mam grzania. Ale na dworze nie jest zimno. A na noc zawsze mogę włożyć czapkę!
w temperaturze powietrza poniżej dwudziestu stopni, na golasa wypadłem z sauny, dając nura w puszysty śnieg, a po chwili chlupnąłem do wody w wyrąbanym w lodzie przeręblu, poczułem wyłącznie pieczenie skóry! Zimna nie czułem wcale! :) … Ale to było dawno temu, w Finlandii!
uśpiona przystań
Zima w szczecińskim, zdaniem mojej znajomej, miała być lekka
… od tamtej pory, nie wierzę kobietom! ;) :D
Obecna zima jest
łaskawa! Nie mrozi, nie śnieży, nie robi scen.
I daje pracować na pokładzie! Niech tak zostanie! Do wodowania, niecałe trzy miesiące! A do pierwszego rejsu, niecałe cztery. Ktoś może powie, że to dużo czasu. Oczywiście! To bardzo dużo czasu. Zwłaszcza dla tych, którzy tylko na rejs czekają! Ja z doświadczenia wiem, że tego czasu, na wszelkie remontowe sprawy jest zawsze za mało!
I daje pracować na pokładzie! Niech tak zostanie! Do wodowania, niecałe trzy miesiące! A do pierwszego rejsu, niecałe cztery. Ktoś może powie, że to dużo czasu. Oczywiście! To bardzo dużo czasu. Zwłaszcza dla tych, którzy tylko na rejs czekają! Ja z doświadczenia wiem, że tego czasu, na wszelkie remontowe sprawy jest zawsze za mało!
Ważne, że Tobias, plus minus dwudziestego marca, zejdzie na
wodę. I osiemnastego kwietnia weźmie pierwszą, tegoroczną załogę! No i wreszcie
wyjdzie w morze! Przecież wszyscy na to czekamy!
10 dni później.....
Fajna ta zima! Na razie
łagodna i ciepła. Tylko ciągle wieją silne wiatry! Praktycznie nieustannie
wieje zachodni wiatr! Szarpie on plandeką, szarpie łódką i kominem od pieca!
Parę dni temu, nad portem przeszła potężna nawałnica. Myślę że wiało około 50
węzłów! Lało wściekle i nawet dwa razy mocno zagrzmiało! W efekcie sztormowych
podmuchów, dzielnie walcząca z wichrami plandeka w końcu pękła!
Urwały się
zaczepy na zawietrznej stronie. A luźna płachta wpadła w łopot. I w oka
mgnieniu pękła prawie do szczytu dachu! Pracowałem wtedy na pokładzie. I
widziałem co się dzieje na zewnątrz. Lecz nim zdążyłem zbiec na dół i złapać
wściekle łopoczącą materię, ta już się darła! W strugach deszczu i w silnych
podmuchach nawałnicy, przytrzymałem szalejący fragment mojego hangaru. O
wiązaniu, w jedną osobę, nawet nie było mowy! Zrobiłem węzeł z luźnego kawałka
plandeki i czekając, aż burza minie, trzymałem go z całej siły. Dopiero gdy
podmuchy zelżały, udało mi się podwiązać urwany bok!Pęknięcie jest długie.
Lecz można je będzie naprawić. Jednak musi przestać wiać i padać.Na szczęście, po mimo
przechodzących, kolejnych nawałnic, dziura nie powiększa się! Nawet
przyzwyczaiłem się do "okna" w hangarze. Mogę przez nie na świat
popatrzeć! Bo niby mieszkam na brzegu jeziora, to jednak prawie go nie widuję!
A teraz i ja i kot, możemy zobaczyć, "większy kawałek świata"
okno na świat
poniedziałek, 15 grudnia 2014
Sezon zimowy
Stojący w mesie piec promieniuje przyjemnym ciepłem. Brykiet
drewniany, którym go karmię, daje sporo kalorii i jest łatwy
w obsłudze. Kotu ciepło w mesie też się podoba! Wyleguje się "gałgan" na górnych kojach. Lub siada blisko rozgrzanej ścianki pieca i mruczy z zadowoleniem.
w obsłudze. Kotu ciepło w mesie też się podoba! Wyleguje się "gałgan" na górnych kojach. Lub siada blisko rozgrzanej ścianki pieca i mruczy z zadowoleniem.
Zima jest ciągle łaskawa. Nawet nie pozbyłem się jeszcze słodkiej
wody ze zbiornika. Zrobię to przed zapowiedzią nadejścia mrozów. Na razie, na
horyzoncie pogodowym, aura przyjazna i ochłodzenia nie widać!
Rozpocząłem poważny remont pokładu. Już przy wyciąganiu
łódki zdemontowałem oba maszty. I dzięki temu mogłem szczelnie przykryć kadłub.
Nad łódką powstał hangar. Miałem trochę kłopotów z bezpiecznym przepuszczeniem
przez plandekę, komina od pieca. Musiałem przemyśleć zagrożenie pożarowe
i zabezpieczenie przed deszczem. Ale udało się pogodzić gorącą blachę komina z igielitem plandeki. A i deszczówka do środka się nie dostaje.
i zabezpieczenie przed deszczem. Ale udało się pogodzić gorącą blachę komina z igielitem plandeki. A i deszczówka do środka się nie dostaje.
Ostatniej nocy, wkurzona Alexandra, przetestowała
konstrukcję hangaru z dziurą na komin. Jej południowo zachodnie podmuchy, nie
wyrządziły najmniejszej szkody. Znaczy się, dobrze wszystko wymyśliłem!
Na pokładzie, w wielu miejscach występują wykwity korozji.
A uszkodzona farba, odsłania zapomniane już dawne warstwy. Cóż, Tobias od wczesnej wiosny do późnej jesieni, ciężko pracował pokonując tysiące mil morskich. Przez jego pokład, przewinęły się dziesiątki osób. Więc nic dziwnego, że jesienią, jego kadłub nosił ślady morskiego trudu.
A uszkodzona farba, odsłania zapomniane już dawne warstwy. Cóż, Tobias od wczesnej wiosny do późnej jesieni, ciężko pracował pokonując tysiące mil morskich. Przez jego pokład, przewinęły się dziesiątki osób. Więc nic dziwnego, że jesienią, jego kadłub nosił ślady morskiego trudu.
Zeszły sezon zimowy poświęciłem na remont części podwodnej
kadłuba. Teraz wziąłem się za górę.
Generalnie, o nadchodzącym zimnie, myślę z obrzydzeniem!
Co prawda, położenie Szczecina zapewnia łagodne zimy. Raczej wilgotne niż mroźne. Jednak nie ma się po co łudzić, że będzie to zima śródziemnomorska. Najchętniej uciekłbym na Kanary. Albo w inny ciepły zakątki świata! Na razie jednak trzymam się swojej przystani w Dąbiu. A zimowanie "na ciepłym" odkładam na następne sezony.
Co prawda, położenie Szczecina zapewnia łagodne zimy. Raczej wilgotne niż mroźne. Jednak nie ma się po co łudzić, że będzie to zima śródziemnomorska. Najchętniej uciekłbym na Kanary. Albo w inny ciepły zakątki świata! Na razie jednak trzymam się swojej przystani w Dąbiu. A zimowanie "na ciepłym" odkładam na następne sezony.
Najbliższe cztery miesiące, to robocza mitręga. Miast
sztormiaka i kaloszy, ciepła kurtka i gumofilce. A w dłoniach nie liny
i koło sterowe czy lornetka, lecz szlifierka, wiertarka lub do wyboru inne narzędzia! Na dokładkę wpełzający wszędzie brud remontowy, zimno z dworu i ogólny rozgardiasz. -Twardym trzeba być!
i koło sterowe czy lornetka, lecz szlifierka, wiertarka lub do wyboru inne narzędzia! Na dokładkę wpełzający wszędzie brud remontowy, zimno z dworu i ogólny rozgardiasz. -Twardym trzeba być!
Wodowanie wyznaczyłem na dwudziestego marca. A pierwszy rejs
rozpocznie się osiemnastego kwietnia. Do tej daty wszystkie prace muszą być
zakończone. Czyli czasu jest jak zwykle mało. I nie mogę go tracić! Niedziela
to, czy zwykły dzień, lub święta, - zawzięcie pracuję przy remoncie. A nagrodą
za wysiłek, będzie pięknie prezentujący się Tobias, odremontowany, odmalowany i
gotowy do drogi!
s/y Tobias w październiku w Svaneke
piątek, 12 grudnia 2014
wtorek, 25 listopada 2014
Tobias już na lądzie !
Tobias osiadł na twardym!
tak stoimy do wiosny
Przez najbliższe cztery i pół miesiąca, łódka będzie stała
na ladzie. - Będzie szarpana narzędziami. Będzie traktowana ogniem łuku
elektrycznego. Będzie szlifowana ostrym strumieniami piasku, wyrywającym z
czystej stali, ogniska korozji. Mechanizmy Tobiasa zostaną rozkręcane na drobne
elementy by, w fachowych rękach, mogły przejść konserwację. I na zakończenie
wszystkich prac, będzie można pomalować jego kadłub i pokład. Tak by znów
wyglądał świeżo i dumnie!
Już dziobem nie pruje fal! Już nie kołysze się miękko na
wodzie. Już nie stoi na cumach! Jego pokład zrobił się sztywny i nieruchomy!
Pozbawiona wody sonda oszalała! A GPS pokazuje 0 kt prędkości ...
ostatnie chwile na wodzie
...i w powietrzu
tak stoimy do wiosny
Cóż! Sezon żeglowania skończył się definitywnie. Teraz
nastał czas remontowy.
Przez najbliższe cztery i pół miesiąca, łódka będzie stała
na ladzie. - Będzie szarpana narzędziami. Będzie traktowana ogniem łuku
elektrycznego. Będzie szlifowana ostrym strumieniami piasku, wyrywającym z
czystej stali, ogniska korozji. Mechanizmy Tobiasa zostaną rozkręcane na drobne
elementy by, w fachowych rękach, mogły przejść konserwację. I na zakończenie
wszystkich prac, będzie można pomalować jego kadłub i pokład. Tak by znów
wyglądał świeżo i dumnie!
- Należy mu się to! Miniony bowiem sezon, ciężko
przepracował! W kolejnych rejsach, niósł nas przez morze. W trudnych pogodach i
we flautach. Dzielnie znosił wszystkie przeciwności losu i wszelkie potknięcia
... załogi. I nigdy nas nie zawiódł! Nawet jeśli miał jakieś kaprysy techniczne,
to zawsze dawał się udobruchać! I wracał do swojej służby!
szorowanie kadłuba
Dzisiaj (niedziela 23 listopada) wraz z Adą, skończyliśmy
budowę konstrukcji zimowego namiotu. Nakryliśmy Tobiasa potężną plandeką. I w
ten sposób powstała kolejna "zimowa paczka".
narzędzia czas wyjąć..... ....i rozmontować pokład.....
Od razu przeszła ona chrzest bojowy! Bo ledwo skończyliśmy
plątanie, mocujących plandekę linek, spadł krótkotrwały, lecz rzęsisty deszcz.
A teraz gdy już jest noc, rozkręca się pierwszy w tym lądowym sezonie, silny
wiatr! Prognozy dla tego rejonu, mówią o 5B. Na morzu, dla Tobiasa, to piękny
wiatr! Oczywiście jeśli nie jest on "w mordę"! Ale dla plandeki taka
siła podmuchów to sprawdzian! Dla niej lepsza jest ... flauta!
Przy wyciąganiu Tobiasa z wody, zdjąłem oba maszty. I dzięki
temu że nie wystaję one z pokładu, łódka jest nakryta od dziobu do rufy.
Powstał nad nią hangar wygodny do planowanych prac. Tylko że teraz będzie problem
z wystawieniem komina od pieca! Bo choć ostatnie zimy w Szczecinie są lekkie,
to jednak nie ma co liczyć, że ogrzewanie się nie przyda!
Z tym nadchodzącym chłodem i zimową pluchą to same kłopoty!
Co roku ta sama mitręga z wyciąganiem łódki z wody! Opatulaniem jej przed
opadami mocną plandeką. Spuszczaniem ze zbiornika wody pitnej. Zabezpieczaniem
silnika przed mrozami. I tak dalej! No ale "sorry! Taki mamy klimat!"
w środku zrobiło się zacisznie i można pracować...
Jedynie chyba Gabryś zadowolony jest pauzy w pływaniu. Po
kilkumiesięcznym zamknięciu w mieszkaniu, wrócił on znowu na przystań! I teraz
cieszy się wolnością! Nocami znika z łódki, by wrócić rano. Najeść się
"pod korek" i zaszyć się pod kołdrą w mojej koi. Cóż. Żeglarza z
niego nie zrobię! Za to mam towarzystwo na zimę!
Gabryś
niedziela, 9 listopada 2014
Zakończenie sezonu
Silnik równo i spokojnie pracuje. Wskazówki na zegarach
stoją na właściwych pozycjach. Idę w górę Odry. Trzebież została daleko z tyłu.
A w kilwaterze za rufą, cały sezon już odpływa!
Fajny był ten sezon! I trudny też! Przepłynąłem - Tobias przepłynął po Bałtyku, ponad 6,5 tysiąca mil. A to morze, trudne i kapryśne. Ujawniające wszelkie słabości ludzi i sprzętu.
Fajny był ten sezon! I trudny też! Przepłynąłem - Tobias przepłynął po Bałtyku, ponad 6,5 tysiąca mil. A to morze, trudne i kapryśne. Ujawniające wszelkie słabości ludzi i sprzętu.
za główkami portu. I nie chodzi o chorobę morską! To na początku rejsu, dla większości żeglarzy, normalny stan. Nie ma nad czym się rozwodzić! ...
Idę Odrą w górę do Dąbia. Do mojej przystani w PETEKU. Jest
poniedziałek 03.11. Ciepło i przyjemnie. I tylko ten południowy wiatr opóźnia
marsz! Na prostych odcinkach RZEKI wali on do dwudziestu knotów. I wzmaga i tak
przeciwny nurt. Przy Stoczni bonus! Od Wałów Chrobrego wyjeżdża na Tobiasa
holownik. A za nim szafa! Statek długi na dobre dwieście metrów! Dwa holowniki
trzymają jego rufę. Ale on i tak próbuje się wyrwać z uwięzi! A Tobias ma może
odfrunąć?! Przeciskam się przy burcie, zacumowanego wielotysięcznika. Obsługa
holowników przyjaźnie do mnie macha więc jest w porządku!
Przekop Mieleński i Regalica. Dzwonię do (pana) Bosmana w
Dąbiu, że już zaraz...
Dookoła przyszarzała jesienna zieleń. Czaple, kormorany,
kaczki i orły. Gdy nie znałem jeszcze rozlewisk Odry i Zalewu Szczecińskiego,
orły były dla mnie bajką o "żelaznym wilku". A tu jest tych ptaków
pełno! Więc bardziej atrakcyjne są białe czaple niż bieliki i rybołowy! Nikt,
nawet kaczki, nie zwracają na nie uwagi! A krążąca nad Tobiasem biała czapla to
rarytas wart dobrej porcji rumu!
Mijam przystań na Pogoni. Ryję rów w płytkim miejscu na Dąbskiej Strudze. Wody wszędzie mało. Ale na dnie gruba warstwa mułu więc Tobias sobie z nim radzi! Port, Hotele i AZS jeszcze i wchodzę na Dąbie. Klaruję łódkę do cumowania. Wiem gdzie mam stanąć, bo już z Bosmanami ustaliłem. Widzę na kei "komitecik" powitalny. Po kilku miesiącach spędzonych w morzu, bardzo przyjemnie jest być witanym w porcie przez grono przyjaciół!
Podchodzę do pływającego pomostu. Dziobowa nawietrzna cuma
obłożona i rufą wchodzę na miejsce. I ... stoję w mule. Za płytko! Cóż, od
kilku tygodni wieją wiatry południowe. I wywiewają wodę z Zalewu. Gorzej, że na
Bałtyku tej wody też nie za wiele! Do Australii ją pompują czy jak?!
Nie daję rady dojść do pomostu. Nawet dociągnie się na
cumach nie pomaga! Kto pociągnie, zaryte w dnie, 15 ton stali? Przepływam więc
na swoje miejsce - na dalbach. I staję rufą do kei.
I wreszcie o godzinie 15.10, trzeciego listopada wyłączam
silnik i kończę sezon żeglarski!
Dobry sezon! Dobry, oczywiście dzięki staraniom ADY! Bo to
jej praca ściągnęła załogi. Ona prowadziła tobiasowe strony w necie,
kontaktowała się z załogami, odpisywała na maile, zapisywała na rejsy. A ja
tylko pływałem!
Od piątego kwietnia do trzeciego listopada Tobias
przepłynął ponad 6.5 tysiąca mil morskich. A ja wraz z nim znosiłem flauty, sztormy. Cieszyłem się twardą żeglarską pogodą! Ze spokojem przyjmowałem ulewne deszcze, mgły i wszędobylskie zimno. Choć kilka tygodni było nawet upalnych. Jednak wśród dominującej szarości nieba trudno uwierzyć że bywało też gorąco i słonecznie!
przepłynął ponad 6.5 tysiąca mil morskich. A ja wraz z nim znosiłem flauty, sztormy. Cieszyłem się twardą żeglarską pogodą! Ze spokojem przyjmowałem ulewne deszcze, mgły i wszędobylskie zimno. Choć kilka tygodni było nawet upalnych. Jednak wśród dominującej szarości nieba trudno uwierzyć że bywało też gorąco i słonecznie!
Na pokład Tobiasa, przychodzili żeglarze, zieleni i
opływani. Żeglarstwo to przede wszystkim stan umysłu! Doświadczenie przyjdzie z
czasem. Można bowiem pływać latami i nie nadawać się do załogi. I można tylko
na pokład wejść i od razu być kumplem od liny i "bidy"! Poznałem więc
takich żeglarzy, którzy z pokorą przyjmowali, co im MORZE przyniesie. I tych co
"od progu" krzyczeli, że żeglarzami są! Ale Bałtyk lipy nie zdzierży!
.... I szybko weryfikuje charaktery, pokazuje prawdziwe ludzkie oblicza. Więc
tematu nie będę ciągnąć. Bo wiem, że Ci którzy "przegięli", wiedzą
gdzie była ich "skucha"! : D
Sezon zakończony! W sobotę piętnastego listopada Tobias
wychodzi na keję. I zacznie się remont.
Tobias, zmęczony sezonem, z przyjemnością przejdzie wszelkie
renowacje. Ja też z tęsknotą patrzę na leżące odłogiem narzędzia. I już
niedługo „runę” w maszynownię wymieniać instalacje elektryczną. I na pokład
walczyć z zawsze obecnymi na stalówce ogniskami korozji. Za parę tygodni,
przyjedzie Ada, by podkręcać wydajność pracy! I jednocześnie ciężko harować na
rusztowaniu przy burtach. Lub kulić się w zakamarkach zęzy!
Wszystko po to, by na 18.04.2015, czyli na pierwszy rejs
przyszłego sezonu Tobias był gotowy "jak spod igły".
Tobias w Świnoujściu przed drugim rejsem
I z przedostatnią w tym sezonie załogą
Subskrybuj:
Posty (Atom)








