Klamka zapadła! Wodowanie za miesiąc! Czyli 24 marca! Dokładnie, o tej porze za miesiąc, będę się bujać na wodzie! Fajnie! Bo na lądzie kicha! Ot, choćby dlatego, że po drabinie na łódkę trzeba chodzić! Ale, z drugiej strony, miesiąc to strasznie mało czasu!
Zima była lekka, więc podkusiła rozwinąć szeroki front remontowy. O takiej zimie, marzy każdy polski armator. Zwłaszcza taki, którego gonią, wiosenne terminy. Jesienią, lista spraw do załatwienia na łódce, jest długa! I gdy się ją tworzy, zawsze, „z tyłu głowy”, tkwi pytanie o zimową pogodę. Dopada lęk o dnie, z silnymi mrozami i zadymkami śnieżnymi. Czyli, o uciekający czas i bezsilne patrzenie w kalendarz oraz kolejne prognozy pogody!
Ale ta zima była łaskawa. Po prostu nie przyszła! I dobrze! Bo nam armatorom, na tym właśnie zależało! Dostaliśmy, od aury prawdziwego bonusa!
jezioro Dąbie w lutym
Rok temu, znudzony siedzeniem w blokowym mieszkaniu na czwartym piętrze, planowałem sobie, na najbliższą zimę, przemarsz z namiotem, po wybrzeżu bałtyckim. Tak dla urozmaicenia monotonii zimowych dni. -Informacja dla zdziwionych. Wiele razy, „siedziałem” w namiocie zimą. Już to w Gorcach, lub na graniach tatrzańskich. Czy kilka lat temu, w Bieszczadach. Życie zimą w namiocie nie jest ciężkie. Tylko trzeba się przestawić na to, że „jak jest zima, to musi być zimno”!
zaśnieżyło mnie! :)
No ale rzeczona, nie przyszła. I miast siedzieć w namiocie, lub jak „biały człowiek”, przed telewizorem, zasuwam od rana do nocy, przy remoncie! Nie powiem, że się nie cieszę z postępu prac! Przeciwnie! Bardzo się cieszę! Jestem wręcz szczęśliwy, z tego powodu, że lekka zima, nie przeszkodziła w pracach! Że nie gryzła mrozem. I nie zasypywała śniegiem. I że poranne wyjście, do oddalonej od jachtu, o dwieście metrów, łazienki, nie było ryzykowne!
żeglarska młodzież korzysta z ciepłej zimy
Tyle, że dzień codzienny, wygląda jak gdyby był wyjęty ze scenariusza filmu „ O ludziach dobrej roboty”!
Poranny budzik. Nastawiam go na siódmą. Ale cóż z tego! Bywa, że zadziała dopiero przed dziewiątą! To znaczy, często działa na mnie dopiero ostry język Bosmana! -Zastanawiacie się jak to możliwe by, bosman ... kapitana... i to ostrym językiem! A no tak bywa! Siada gamoń na mnie i zaczyna mnie lizać ostrym, kocim językiem po twarzy. No i dopiro to mnie budzi! Jeść muszę mu dać! Bo przecież głodny! Nie jadł od dawna! W miskach pełno oczywiście. Ale ważne by dostać, a nie jeść!
Gdy koci obowiązek spełniony, mogę nastawić sobie kawę. Bez kawy do rozumu dość ciężko przecież! A później … Później to już tylko praca i praca! To tak jak z latem na Syberii, tylko odwrotnie. Dziesięć miesięcy zimy, a później to już tylko lato i lato!
Gdy człowiek pracuje, to czas mu szybko mija! I nim się spostrzeże, już jest wieczór! Ale, że żyjemy w kraju cywilizowanym i na przystani mamy prąd!!! Więc jest i oświetlenie! Czyli pracować można dalej, tyle, że przy halogenach! I to aż do podejrzanie późnej pory!
Narzędzia z rąk wypadają i trudno już dłużej przebywać w dziwacznych pozycjach. Bo na jachcie, gdy chce się na przykład pracować pod podłogą, trzeba najpierw wielokrotnie się przymierzyć do frontu pracy! Ta sama czynność, wykonywana w obszernym wnętrzu, zabrałaby zdecydowanie mniej czasu i energii niż w środku jachtu!
Robi się dwudziesta trzecia albo lepiej. Wykąpać się trzeba, bo inaczej żyć się nie da! No i zjeść coś w końcu. W ciągu dnia, coś tam „wciągam”. Ale wieczorem, naprawdę robię się głodny! Wiem, wiem! Na noc nie powinno się jadać. Ale rano nie jestem w stanie niczego przełknąć. A w ciągu dnia, lepiej od pracy się nie odrywać, bo „spręż” minie. I dzień można stracić!
Wykąpany, najedzony, w piecu napalone, siadam do kompa. Pocztę sprawdzić trzeba, na maile odpowiedzieć, jakieś biurowe sprawy załatwić … Właśnie dochodzi 01. Czyli zaczął się nowy dzień! Spać trzeba iść. Zresztą, namawiać mnie do tego nie trzeba. Już od dłuższego czasu, przysypiam na klawiaturze. A jeszcze na bloga pasowałoby coś napisać. I tyle innych spraw załatwić! Dobrze, że Ada, zajęła się, marketingiem i korespondencją! Bez jej pomocy, przepadłbym!
jeszcze trochę i znów otworzy się bezkres prze dziobem ...
Jeszcze kieliszek chleba na dobranoc i … znów koci język na twarzy! Kot jeść woła bo już rano!!!
O by ta zima się skończyła! O by, przed pierwszym rejsem, wszystko udało się zrobić! O by znów kołysać się na falach i wiatr w żagle łapać!
wiatr na Christianso niesie!
wtorek, 25 lutego 2014
poniedziałek, 27 stycznia 2014
Weekend nad jeziorem
Gonimy
uciekający czas! Od dawna zapowiadane jest załamanie pogody. Śnieg i silny
mróz. Cóż taka beznadziejna szerokość geograficzna! I tak dobrze, że do tej
pory było w miarę ciepło!
Hałas
pracujących narzędzi słychać aż przy bosmance. A to dobre 200m!
Wpadł
kolega, pośmiać się naszej robotniczej niedoli!
- Marek! Co
ty z dziewczyną wyprawiasz?! Zimno! Wieje! Ohydnie na dworze! Do tawerny byś
ją
zabrał, a nie do roboty gonił!
- Nie
rozumiem, odpowiadam jakby nigdy nic. Przecież załatwiłem załodze, weekend nad
jeziorem i
wieczór przy halogenie!
weekend nad jeziorem :)
Ada nie odpuszcza!
Ale
faktycznie. Nie ma czasu na rozrywki! Koniec stycznia niby. Wszyscy myślicie: „do
wakacji jeszcze tak daleko”! Bo wakacje są w lecie przecież! A nasze wakacje
zaczynają się piątego kwietnia! Wtedy przychodzi pierwsza załoga. I do początku
tych wakacji, zostało tylko dwa z
kawałkiem miesiąca! A pracy jeszcze huk! Więc trzeba zasuwać! I mieć nadzieję,
że załamanie pogody przyjdzie na krótko!
... i do tawerny nie można jej wyciągnąć!
No i pogoda w końcu siadła! Najpierw mgła.
Zasłoniła wszystko aż po … końce palców wyciągniętej przed siebie ręki! Później
zerwał się wiatr i przez kilka dni szarpał plandekami. Temperatura zaczęła
spadać.
mgła zapowiada załamanie pogody
pierwszy śnieg
śnieg nie topnieje! :(
sopelki
W ostatniej chwili spuściłem z łódki słodką wodę. Życie bez wody na
jachcie, jest ciężkie i dlatego, z tą czynnością, ociągałem się do ostatniej
chwili.
W nocy
temperatura spadła do -10 stopni. Na wszelki wypadek, w gronie znajomych,
przywitaliśmy atak zimy, szklaneczką w J.W. A jakież było nasze zaskoczenie,
gdy nocą, zobaczyliśmy że jezioro zamarzło! Przecież jeszcze kilka godzin
wcześniej, woda przy nabrzeżu chlupała i pływały w niej mewy i kaczki. I nagle,
jezioro zrobiło się białe i ciche!
... i trzyma!
Mróz trzyma kolejne doby. Silny! Nocami do
dwudziestu stopni nawet! Ale, w stojącym w mesie piecu, ogień sympatycznie
trzaska, a wentylator, rozprowadza ciepło po łódce. Nie jest źle! Tylko, na
rufie, gdzie sypiam, materac przymarzł do koi. Ale kilka lat temu, gdy nie
miałem zamontowanego na łódce pieca, śpiwór przymarzł do burty! Ale wtedy mrozy, poniżej dwudziestu stopni,
utrzymywały się przez trzy tygodnie. Więc miał prawo przymarznąć!
Teraz, na
koniec tygodnia, zapowiadają ocieplenie. Więc nie będzie tak źle! I co najważniejsze,
można będzie wrócić do prac remontowych na kadłubie!
lodowe impresje, o by nie na długo!
czwartek, 9 stycznia 2014
Zęza
Zaczął się styczeń. Zimy nie ma nadal! Super! W piecu palę
tylko trochę, a w mesie mam naprawdę ciepło! Używam drewna, brykietów drewnianych
i węglowych. No i ekogroszku.
Oczywiście, paląc węglem, nawet tylko groszkiem, muszę
czasami, pobawić się w kominiarza, bo rura dymowa przytyka się sadzami. No, ale
to też jakieś urozmaicenie codzienności życia!
zabezpieczony wylot z komina
przyjemne ciepło
gdy nie palę w picu kot sobie radzi!
Mrozu nie ma! Więc prace remontowe na zewnątrz łódki, idą
pełna parą!
Od czasu, gdy stałem się szczęśliwym właścicielem Tobiasa,
męczyło mnie to, że nie mogę dostać się do głębokiej zęzy! Konstrukcja łódki,
uniemożliwia jej oczyszczenie i tym bardziej konserwację jej wnętrza! Szczelina,
którą mogę zajrzeć do środka jest za wąska, a zęza za głęboka, by cokolwiek,
można było przez nią zdziałać! Owszem, wszystko, co przez tę szczelinę do
środka wpadnie, zostanie już na zawsze w tej przepastnej studni! A obok tego
wlotu, znajduje się ładownia żarciowa. Trzy lata temu, do zęzy wpadł serek
topiony w plastikowym pudełku. A w zeszłym roku, puszka rybek.
Serek wytrzymał! Za to w puszcze, rozwijająca się tam, obca
cywilizacja, podniosła rebelię i rozerwała krępujące ją ścianki! Czyli konserwa
wybuchła. No i zęzy, zaczęło … „walić”!
Szybkie jej płukanie, problem oczywiście rozwiązało!
Wiosną zeszłego roku, fachowcy prześwietlili kadłub Tobiasa.
Badania wykazały niezmienne sześć milimetrów blachy w każdym miejscu! To bardzo
dobrze! Bo łódki tej wielkości zwykle robione są z blach cieńszych. Głównie z
tak zwanej czwórki lub nawet trójki. Więc szóstka i to po tylu latach pływania,
to świetna grubość!
Jednak widok „zapyziałej” zęzy nie dawał mi dalej spokoju!
No i w końcu podjąłem decyzję o jej otwarciu!
Decyzja decyzją, ale fizycznie trzeba wziąć maszynę i na
płetwie balastowej, przeciąć blachę! Stal ma tę właściwość, że można do woli ją
ciąć i spawać! Wycinając starą, skorodowaną blachę i wstawiając w to miejsce
nową, osiąga się sytuację, taką jak zaraz po wybudowaniu konstrukcji. Ważne by
spaw był położony prawidłowo i do „zdrowej” stali!
To jest oczywiste. Jednak, nim zdecydowałem się dokonać
pierwszego cięcia, odwlekałem ten moment, wynajdując sobie inne prace! Bo
kaleczenie własnej, ukochanej łódki, nawet dla jej i naszego przecież dobra, to
po prostu koszmar! To takie uczucie, jakby się człowiek zabierał do operacji
chirurgicznej na sobie samym!
Zrobiłem to jednak!
tnę!
By mieć dobry dostęp do wnętrza, wyciąłem w ścianie płetwy,
potężny otwór!
Blacha, nie licząc korozji powierzchniowej, gruba i zdrowa.
Jednak z dna zęzy, wygarnąłem dobre wiadro śmieci pomieszanych z tłustym
szlamem! Oczywiście wspominana puszka po rybkach i serek topiony również się
odnalazły! Pudełko z serkiem, ostrożnie jak niewypał, przeniosłem do śmietnika.
No toż by to dopiero była niegodziwość z jego strony, gdyby on, w ostatniej
chwili jeszcze eksplodował! Kiedyś byłem świadkiem, jak wybuchają zmagazynowane
rok wcześniej i zapomniane jajka! Później, do łódki przez tydzień nie można
było nawet zajrzeć! Z serkiem, jednak mi się „ślizgnęło”!
otwarta zęza
Teraz jestem na etapie, szorowania i czyszczenia mojej
odkrywki. Zaprosiłem już, zaprzyjaźnioną statkową, firmę spawalniczą. Więc gdy
tylko skończę antykorozyjne zabezpieczanie zęzy, będzie można otwór zaspawać.
dojście "jak się patrzy"!
Otwarcie ściany balastu, to może moja nadgorliwość! Jednak
po zakończeniu tego etapu, będę miał wewnętrzny spokój. Bo bezpieczeństwo łódki i załogi jest najważniejsze!
Remont się skończy i znów popłyniemy!
wtorek, 24 grudnia 2013
Spotkanie wigilijne
Ciężko pisać coś ciekawego, gdy od rana, do nocy, siedzę pod
kadłubem i usuwam z niego farbę! Raz w kucki przy balaście, w innym miejscu ze szlifierką
nad głową, lub na drabinie, napierając na maszynę całym ciężarem ciała. Hałas i
kurz! Zapylona maska i przyłbica. A mimo tych osłon, i tak wiecznie pieką oczy,
męczy duszący kaszel i kichanie! I tak dzień w dzień. Istna monotonia. Dobrze,
że na przystani, łazienki działają, bo musiałbym się chyba w jeziorze kąpać!
prace postępują!
W tej sytuacji rozrywką jest wyjazd do księgowej, lub
załatwianie spraw w Urzędzie Skarbowym! No, a robienie zakupów w markecie, to
już takie święto, jak przepustka z wojska!
Pogoda pracom remontowym w tym roku sprzyja! I mam nadzieję,
że uda mi się do wiosny skończyć wszystko to, co zaplanowałem na czas postoju
na lądzie.
nadciąga wichura!
Wichury, które ostatnio przewaliły się przez Polskę, nie
zrobiły poważnych zniszczeń na łódce. A zwłaszcza nie zabrały plandeki! Owszem
oberwały one fragment jednego jej boku. Ale to generalnie wszystkie straty. Gdy
przychodziły kolejne uderzenia nawałnicy, łódka trzęsła się, jak wagon kolejowy
na rozjazdach!
jakość filmu kiepska ale i warunki nie najlepsze
Ale wiało tylko do 40kt. A to 9B. Czyli wiatr, przy którym
normalnie się pływa, tylko żagle trzeba zarefować!
Te hałasy najmniej podobały się kotu! Ale gdy Gabryś zobaczył,
że nic złego się nie dzieje, przestał się nimi interesować!
hałas kota nie rusza!
Gabryś spać może zawsze!
Nie samą jednak pracą człowiek żyje! No przecież! I w
ostatni piątek, odwiedziła mnie grupa przyjaciół. W ogrzewanej piecykiem mesie
Tobiasa, urządziliśmy sobie przyjęcie wigilijne!
Były śledzie solone, śledzie w occie, krokiety, sałatka
warzywna i pierogi z kapustą i grzybami. No i oczywiście dzieliliśmy się
opłatkiem! Co prawda był on w formie płynnej, ale nadal to produkt zbożowy, tylko
w wyższej formie energetycznej!
Na wieść, o wigilii na Tobiasie, przyjechał z Berlina, Jacek
z s/y Amandy! Tym razem nie zabrał on ze
sobą concertiny tylko gitarę. Ale i przy jej akompaniamencie, do późnej nocy,
śpiewaliśmy szanty. I ogólnie atmosfera była bardzo świąteczna!
Jacek z Amandy
Wigilia, wigilią, ale rano trzeba było znów iść do pracy na
kadłubie. Na szczęście na jedenastą tym razem, a nie na siódmą! I nie musiałem
jeździć nigdzie. Wystarczyło, że zszedłem z rufy po drabinie. I już byłem „w
robocie”. Tylko skąd, po tak uroczystym wieczorze, brać siłę do pracy! Dobrze,
że Wigilia jest tylko raz w roku!
czwartek, 21 listopada 2013
Prace remontowe ruszyły!
Skończył się czas pływania i zaczął czas remontów! Tobias
wyjęty z wody nie zaznaje spokoju! Od rana do nocy, póki tylko pogoda na to
pozwala, usuwam z części podwodnej, warstwy starych farb! Praca ciężka, w
kurzu, hałasie i w bardzo niewygodnych pozycjach! Maski i okulary ochronne przy
tej pracy, nie bardzo zdają egzamin. Raczej przeszkadzają! Na szczęście, ciągle
wieje silny wiatr, który porywa kurz z pod szlifierki. I wystarczy tylko
ustawić się po nawietrznej by nie oddychać strumieniem tego pyłu!
widać już pierwsze efekty
Starych warstw farby
jest sporo! Kilka pokładów antyfoulingu, kilka epoksydu, aż do białego podkładu
leżącego bezpośrednio na blachach kadłuba. Tej ostatniej warstwy, przy pracach
szlifierskich, staram się nie uszkodzić! Leży ona dobrze i tylko miejscami wymaga
poprawek. A odsłanianie całej powierzchni blachy jesienią i wystawianie jej na
deszcz i wilgoć, nie ma sensu!
Pewnie za kilka lat, kadłub trzeba będzie piaskować. Ale to
jeszcze nie teraz. Jeszcze nie jest to konieczne. Zresztą przeraża mnie,
przygotowanie Tobiasa do takiego zabiegu! Bo jeśli już podejmę decyzję o tak
zaawansowanym remoncie, będę musiał zdemontować wszystkie drewna z pokładu,
zamknąć i zabezpieczyć szczelnie, wszelkie klapy i otwory, okienka, luki i
nawet zawory, którymi mógłby dostać się do środka materiał piaskujący. Czyli
szlaka piecowa!
Kilka lat temu, uczestniczyłem w otwarciu łódki po solidnym
piaskowaniu. I okazało się, że po mimo wielu warstw zabezpieczeń, w jej
wnętrzu, było jak w kopalni! Materiał ścierny, pod ogromnym ciśnieniem walący w
poszycie jachtu, znalazł jednak drogę do jego wnętrza!
Sprzątania było na tydzień. A i tak, jeszcze przez długi
czas, w różnych zakamarkach łódki, znajdowano kurz po piaskowaniu!
Koszmar! Więc na razie o takim remoncie nie myślę!
kurz, pył i wysiłek
Szlifowanie posuwa
się do przodu powoli i systematycznie. Na kilka dni, wpadła do pomocy Ada i
praca nabrała rumieńców! :) Razem oczyściliśmy spory kawałek dna!
Ada w akcji ...
a pracy wystarczy dla wszystkich!
widać efekty wysiłku!
Najważniejsze, by nie
przyszły śniegi i mrozy. Bo wtedy, oczyszczone powierzchnie trzeba będzie
doraźnie zabezpieczyć. I dalszą pracę podjąć dopiero wiosną. Prognozy pogodowe,
jak zwykle są sprzeczne i nie można na nich bazować. Ale cóż się dziwić?
Meteorolodzy zwykłych wiatrów na kilka dni na przód, nie potrafią przewidzieć. Przynajmniej
nie zawsze się to im udaje. A co tu mówić o prognozie na nadchodzące tygodnie?!
Ważne by zdążyć ze wszystkimi pracami, na koniec marca! Bo
piątego kwietnia, Tobias wychodzi w morze!
czwartek, 14 listopada 2013
Nadciąga zima!
Jasny gwint! Komu jest potrzebna zima?! Jesienne deszcze i
pluchy! Poranne przymrozki i szklanka na stopniach drabinki! Później mróz i
opady śniegu! Generalnie błoto i na trawnikach żółte plamy po psach. Napuszone,
zmarznięte ptaki. Zawiane śniegiem drogi. Woda w jeziorach i rzekach
zamarznięta. Morze przy brzegach skute lodem. Dalej kra. Sześciomilimetrowa
blacha, na poszyciu Tobiasa jej się nie boi! Można, więc, zimą pływać! Proszę
bardzo! Tylko, kto za sterem, w niezabudowanym kokpicie, wytrzyma dłużej niż
godzinę?! A odległości przecież, w zimie się nie skracają! No i wiatr, o tej
porze roku bywa wściekły i ma długie, przebijające każde ubranie, lodowate zęby!
Główki Świnoujścia w styczniu
Lodowe obrazy
Na zimę, łódki
trzeba wyciągać z wody! Czyli koszty dźwigowe! No i podpory pod łódkę mieć trzeba.
Czyli w domyśle, znów płacić! Albo za ich wynajem, albo za wykonanie stelaża.
Można oczywiście zimować w lodzie. Ale to
zawsze spore ryzyko! Kiedy mróz solidnie chwyci, to może rozsadzić ścianki
zaworów burtowych. I zimowanie skończy się utopieniem łódki!
Stojącą w lodzie łódkę,
przed zimnem, trzeba dodatkowo zabezpieczyć! Najlepiej zatopić pod nią pompę,
która będzie wyrzucać do góry, wodę z dna portu. Przy dnie, jest ona zawsze
cieplejsza, od tej na powierzchni. Ale to znowu problemy! Bo pompa, bo prąd do
niej i to przez całą zimę. I pilnowanie czy dobrze działa i się nie zepsuła. I
tak dalej!
Zimowanie w lodzie (s/y Olander )
A sprawa silnika!
Kto ma chłodzenie wodą zaburtową, ten wie, że trzeba zalać wymiennik ciepła,
płynem niezamarzającym! I jeśli gdzieś w silniku zostanie trochę wody, to mróz
ją znajdzie. I na wiosnę silnik będzie uszkodzony! Tobias, ma wbudowaną w burtę
chłodnicę i nie zaciąga wody morskiej. A silnik zalany jest płynem chłodniczym.
Tak jak samochód. Więc mrozy go nie dotyczą!
No i koszty ogrzewania
wnętrza?! Pokład i burty Tobiasa, mają pięciocentymetrową przekładkę
styropianową. Ale, jak na polskie warunki zimowe, to zdecydowanie za mało!
Więc, ciepło ucieka z niego w sposób odczuwalny. Zwłaszcza dla zasobów kasy
jachtowej!
Zamrożony w wodach Dąbia kuter
Ręce przy pracach
remontowych marzną! Farby, w mroźnych lub wilgotnych okresach, nie można
używać! I w ogóle pracować się w zimnie nie chce! Już samo przebieranie się w zimne,
robocze ciuchy, wymaga sporo samozaparcia! I jeśli dzień zacząć od grzańca lub
wzmocnionej herbaty, to szybko pracę się przerwie! –Taka prawidłowość! ;)
A przecież, skoro łódka nie pływa, to trzeba przygotować ją
do następnego sezonu. Czyli trzeba prowadzić prace remontowe!
Widać, więc, że zima
dla żeglarstwa jest do bani!
Po co komu ta zima?! Ona powinna być zakazana i odwołana!
Jak ktoś chce, śniegu i zimna, niech pojedzie sobie w Tatry albo gdzieś dalej!
Narty, sanki, łyżwy, można wypożyczać w kurortach górskich i nie trzeba, tak
jak o łódkę, dbać o nie, przez cały rok!
Uśpiony w Świnoujściu Basen Północny
Marznące na lodzie ptaki
Zdecydowanie czuję, że to najwyższy dla mnie czas, na
przeniesienie się na zimowanie, na Kanary albo jeszcze dalej! Zim, w naszej
szerokości geograficznej, mam już dosyć!
A na Rodosie ciepło i przyjemnie!
poniedziałek, 11 listopada 2013
Plan na sezon 2014 ułożony!
Wreszcie uporałem się z planem rejsów na 2014!
Wyznaczyłem trasy, propozycje tras raczej! Bo skąd mogę
wiedzieć, z jakiego kierunku będzie dmuchać, za pół roku?! Najważniejsze
przecież by dmuchało! By wiatr się nie ociągał. I by pozwolił nam popływać!
Do każdego rejsu, wyrysowałem mapki, obrazujące proponowaną
trasę.
Wszystkie informacje opublikowałem gdzie się tylko dało.
I wreszcie mogę zająć się pracami remontowymi na Tobiasie!
Układanie planu rejsów, zawsze sprawia mi kłopot! Chciałbym
przecież, popłynąć z załogami, we wszystkie ciekawe miejsca. I jednocześnie
muszę pamiętać o tym, że rejs jest zaledwie tygodniowy! Muszę zawsze brać pod
uwagę to, że trzeba na sobotę wrócić do portu końcowego! A jacht żaglowy, pływa
tak jak wiatr go niesie. A nie według wyznaczonego rozkładu jazdy, tak jak na
przykład prom! Choć czasami i takie rozmowy bywają:
- Dzień dobry. Ja na rejs do Kopenhagi.
- Cześć. Na Tobiasa?
- Tak. Na Tobiasa.
- Fajnie! Poznaj się z załogą i ładuj swoje rzeczy do
środka.
- Dziękuję. A o której godzinie będziemy odchodzić?
- No cóż! Skończymy wszelkie ształowania, poznamy się, zjemy
obiad, zrobimy szkolenie.
I pewnie, dzień już
się skończy. Pierwsze godziny na morzu, mogą być ciężkie.
Więc lepiej za dnia
je przeżywać. Wyjdziemy rano.
- Ok. A o której godzinie będziemy w Kopenhadze?
- Do Kopenhagi nam się nie uda popłynąć. W prognozie, na
początek tygodnia, mamy silne,
północno zachodnie wiatry. Więc ze Świnkowa
mielibyśmy w mordę. Nie będziemy z
wiatrem walczyć,
tylko popłyniemy do Karlskrony i na Bornholm.
- No, ale ja się zapisałem na rejs do Kopenhagi!
- Rozumiem. Tak jest w planie rejsów, z zastrzeżeniem
jednak, że trasa, ze względu na
warunki pogodowe, może
ulec zmianie. No i właśnie taka sytuacja ma miejsce. Pod wiatr
nie popłyniemy!
- No, ale ja jestem umówiony w Kopenhadze!
- Cóż. Musisz odwołać to spotkanie.
- No, ale ja zapłaciłem za kurs do Kopenhagi przecież!
…
Tak. Takie rozmowy, rzadko, ale się trafiają! No, ale kto
już pływa trochę, lub więcej niż trochę, ten wie, że żeglowaniem rządzi wiatr!
Rozumie, że jeśli wieje z planowanego kierunku, to plany trzeba modyfikować. A
i tak, najważniejsze jest to by dużo popływać, by atmosfera w załodze była
fajna, by zwiedzić kilka portów. I najważniejsze w tym wszystkim są wspaniałe
wspomnienia, które zostaną nam z rejsu. I do których będziemy wracać z
przyjemnością oraz rozgoryczeniem może, że dobry czas tak szybko mija!
Są oczywiście takie trasy, na których, bez oglądania się na
pogodę, trzeba płynąć, do wyznaczonego portu. Zwłaszcza, jeśli to port
zagraniczny. I w nim, będzie czekać następna załoga. Tak będzie w kolejnych
rejsach do Helsinek i Tallina. W takiej sytuacji, „nie ma przebacz”! Wychodzimy
w morze, nie patrząc na siłę wiatru i jego kierunek. Oczywiście, pod
rozwijający się sztorm, nikt rozsądny nie będzie się pchać. Sztorm, gdy złapie
w drodze, to już trudno! Ale pchać się specjalnie, nie ma sensu!
W każdym razie plan rejsów na 2014 jest już gotowy! No i
tylko wystarczy, by żeglarze zaczęli planować swoje przyszłoroczne wyprawy!
Świnkowo na kursie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





